Serce roście patrząc na te czasy

27 czerwca 2008

Wiosna się skończyła - przyszło lato, no i jak tu nie popaść w zachwyt nad takim stanem rzeczy. Zieleń traw, błękit nieba, śpiew ptaków; przyroda odradza się po zimowym letargu. A do tego Mistrzostwa Europy weszły w fazę pucharową, czyli w końcu możemy oglądać mecze na wysokim poziomie, z walką przez co najmniej 90 minut, na całej długości i szerokości boiska. Pozostaje tylko zacierać ręce z radości.

Zmiany nie omijają również biura PwC w Katowicach - nowe twarze, nowi klienci, nowe projekty. Od momentu powstania w 2006 roku biuro systematycznie się rozwija. Do Warszawy jeszcze nam troszkę brakuje, ale kto wie - może za kilka lat będziemy równie rozbudowanym biurem? 

Kolejnym małym kroczkiem w ewolucji katowickiego biura jest ekspansja na południe – czyli częściowa przeprowadzka na niższe piętro w biurowcu. Dzięki temu zyskamy niezbędną przestrzeń i firmowe LoS’y (Lines of Service, czyli piony usługowe) będą mogły zostać efektywnie rozlokowane. Jak tak obserwuję te wszystkie zmiany zachodzące wokół (budowy z jednej strony biura, budowy z drugiej strony biura, w końcu budowy w biurze), to myślę sobie, że „changes are good” i że jednak wszystko zdaje się zmierzać we właściwym kierunku.

Bart

Algi i zagubione chińskie szlaki

23 czerwca 2008

Po ostatnim wyjeździe na away daya [wspólny wyjazd całego zespołu albo całego działu, zwykle o charakterze głównie rozrywkowym i wypoczynkowym] wróciliśmy wymasowani i wybiegani jak nigdy: w tym roku byliśmy w SPA. Jedni wybrali relaks i masaże w algach, inni wspinaczkę, a jeszcze inni rajdy samochodami terenowymi i paintball. Były też niezaplanowane atrakcje jak dwugodzinny brak wody, ale wszyscy byliśmy na to przygotowani, gdyż podczas poprzedniego wyjazdu wyłączyli nam rano prąd w całym hotelu. Podejrzewam jednak, że jest to jeszcze jedno z ćwiczeń team building, aby zjednoczyć owiniętych w algi osobników wymyślających gdzie mogą się umyć – niecierpliwi skoczyli do oczka wodnego :-). Po powrocie z naszej wycieczki niektórzy rzucili się w wir szkoleń, niektórzy w wir przeglądów półrocznych naszych klientów, no i ruszyła pierwsza fala urlopowiczów. Wymieniamy się doświadczeniami z naszych wojaży i ci, którzy w zeszłym roku byli w Chinach polecają w kuchni swoje sprawdzone szlaki, a w zamian otrzymują wskazówki gdzie pojechać w Ameryce Południowej. Co roku parę osób wyjeżdża też na kilkumiesięczne “career break” [zwykle jest to przerwa w pracy zawodowej, w czasie której człowiek sobie coś zasadniczego uklada w głowie] żeby zwiedzać jakąś część świata i po powrocie opowiadają nam swoje wrażenia w kuchni, a my zazdrościmy i planujemy naszą przyszłą podróż dookoła świata.
Krysia

Rozliczenie z przeszłością

18 czerwca 2008

W ostatnim czasie w Polsce zapanowała moda na rozliczenia. Rozliczany jest Leo Beenhakker. Rozliczany jest Lech Wałęsa. I zgadnijcie co w związku z tym?

W PwC też nadszedł okres rozliczeń (a w zasadzie dobiega końca). Zbliża się koniec roku finansowego, więc każdy pracownik jest oceniany. Nie ma oczywiście klasówek, egzaminów, etc. Po prostu weryfikowane są postępy poczynione przez daną osobę w zestawieniu z zadaniami ustalonymi wcześniej dla tej osoby (w wielkim skrócie). Brzmi może to nieco złowrogo, ale dodam jedno… dobra ocena wiąże się z podwyżką, czy też awansem. I co najważniejsze, zasadniczo odbywa się w klimacie w niczym nie przypominającym „sądów” nad osobami, o których wspomniałem na początku tego wpisu.

Mikołaj

work-life balance

16 czerwca 2008

My tu gadu-gadu o jakiś cylindrach, rozrządach desmo, Monsterach i innych dziwactwach, a tu tyle ciekawych rzeczy ostatnio się wydarzyło. W końcu gdzieś się wyrwałem. Właściwie to piszę do Was całkiem na gorąco, z Chantilly we Francji pod Paryżem, gdzie wujek PwC wysłał swojego konsultanta na szkolenie… a wiadomo, co to oznacza – John Travolta i time of my life, jednym zdaniem… Hmmm… Trochę Was ponudzę o tym Chantilly. Całkiem zacne miejsce, to po pierwsze. Po drugie, fajnie być tym jedynym polskim tax’owym „delegatem” na spotkanie networku. Po trzecie, nazwa też jest całkiem niezła: Wider Europe Network Induction Event, czyli Event wujka PwC dla pracowników, którzy pracują w firmie poniżej roku. I tak 140 osób z 21 krajów Europy.

Ale co najważniejsze, dzisiaj po raz pierwszy zrozumiałem, co to znaczy pracować w globalnej organizacji. I nie chodzi tu bynajmniej o 19-to dniowe „tygodnie” pracy (takie też mi się zdarzały). Chodzi o PwC, o ludzi, którzy stanowią o naszej sile, o wartościach, na których oparty jest naszej styl pracy. Dzisiaj w Chantilly zrozumiałem, co to znaczy. Zrozumiałem również, że nie ma granic dla grupy osób, która tworzy zespół. Jeden zespół. Praca nierzadko wymaga poświęcenia, ale właśnie na tym polega korporacyjny work-life balance. Work-life balance, który każdy z nas dobrowolnie zaakceptował i właściwie do którego dążył… tak mi się przynajmniej wydaje. Ale ja chyba jakiś dziwny jestem ;) skoro ostatnio w piątek o 18:30 prawie wydzierałem się jak ja lubię tą robotę!  

Serio. Jacek

Czy wiecie, że …

16 czerwca 2008

Pracownicy PwC spożywają miesięcznie ponad

3 tony bananów, tonę jabłek oraz 5 ton innych owoców?

 

To jest to, co pracownicy PwC lubią najbardziej: darmowy „poczęstunek” od firmy (chociaż znając powyższe liczby trudno nazwać to poczęstunkiem, bardziej adekwatną nazwą byłaby „wyżera”).

Do miłych rzeczy przyzwyczajamy się szybciej. Zgodnie z tą zasadą szybko przywykłam do widoku kuchni pełnej owoców (banany, jabłka, truskawki, czereśnie…dzisiaj nawet arbuzy), do tego dochodzi 20 różnych rodzajów herbat i oczywiście litry kawy (szkoda, że nie zsumowano ile litrów tego bezcennego napoju wypijamy miesięcznie – myślę, że ta liczba również powaliłaby nas na kolana). Widok takiej kuchni sprawia, iż człowiekowi robi się lżej na duszy i nawet poniedziałek nie jest już taaaaaaki straszny!

Wracając do liczb podanych powyżej, muszę przyznać, że wprawiły mnie w osłupienie. Od razu przyszło mi do głowy przeprowadzenie krótkiej analizy:

9 000 kg owoców  : 1 200 pracowników = 7,5 kg / osobę miesięcznie !!!!!

Nie wiem jak reszta, ale ja nie byłam świadoma, iż miesięcznie pożeram w pracy 7,5 kg owoców (oczywiście zakładam, że ja osobiście tyle nie zjadam – musi być ktoś inny, kto zawyża średnią)! Jak dołożę do tego śniadania przynoszone z domu i lunche to zaczynam się martwić.

Uff…. dobrze, że firma zapewnia nam jednocześnie darmowe karnety na fitness. Full service - najpierw można się najeść, a potem spalić kalorie w pobliskiej siłowni.

„Żyć nie umierać! ”, a raczej „Jeść i nie tyć!”

Pozdrawiam,

Szwedka

sport to zdrowie

11 czerwca 2008

A więc Kasia powróciła z mistrzostw piłki nożnej PwC w Atenach. Nie dość że strzeliła, jak sama mówi, 1,5 gola, to jeszcze przywiozła pamiątkę w postaci lekko złamanego nosa. Coż, nikt nie mówił że praca w PwC jest łatwa i lekka.

Z kolei ja, współczując Kasi i łącząc się z nią w bólu, złamałam rękę na firmowym treningu w kosza. Tym sposobem odliczam dni (jeszcze 12) do zdjęcia gipsu. Plusem jest to, że najpierw miałam tydzień zwolnienia, a teraz oczywiście wszyscy mi bardzo współczują i dbają, żebym się nie przemęczała, w pracy także…:P No ale generalnie nie polecam, szczególnie w takie upały.

Z ciekawych rzeczy pracowych, w poniedziałek mieliśmy spotkanie mojego GCS-owego teamu (Global Compliance Services). Pograliśmy w kręgle (partner zespołu nas zdeklasował zdobywając ok. 160 punktów), a po tym jakże intensywnym wysiłku poszliśmy na kolację z ogromną ilością dobrego jedzenia:) I jak tu nie lubić poniedziałków…;)

Dorota

Monster

10 czerwca 2008

2 cylindry w układzie „V”, kąt rozwarcia 90 stopni, 900 cm³ pojemności, suche sprzęgło i to, z czego marka Ducati znana jest najbardziej – rozrząd desmo, sprawiający, że silniki mają ten niesamowity dźwięk, jak odgłos zbliżającej się burzy. Jak przegazuje to spodnie spadają… tym co za mną stoją :) . Od wczoraj jestem – jakże szczęśliwym – właścicielem Ducati Monster 900 Performance. Wczoraj zawiodła nasza reprezentacja. Cóż piłka jest okrągłą, bramki są dwie, ale to znowu Niemcy wygrali… Z meczu otwarcia wracamy na tarczy. Z tarczą i to wielką z Kanady wrócił za to Robert Kubica! Niech żyją sporty motorowe! I moje Ducati!  Jacek