|
|
30 lipca 2008
Blog w ostatnim czasie zdominowały tematy secondmentowo-wakacyjne (z góry przepraszam za używanie PwC-slangu, ale we wcześniejszych wpisach wyjaśniono to pojęcie), więc postanowiłem nieco zmienić temat. Nie żebym miał coś przeciwko wakacjom czy secondmentom. Nic z tych rzeczy. Tekst będzie o mokrej robocie, a raczej mokrej przerwie od roboty.
Jak Wam się kojarzy przerwa na obiad (zwany popularnie lunchem)? Pewnie ze spożywaniem ciepłego posiłku w towarzystwie kolegów z pracy. Prawda, ale nie do końca. Bywa, że w tym czasie możecie sobie popracować (a raczej istnieje taka konieczność) nad pilnym projektem, ale są i inne alternatywy. Tu Was pewnie zaskoczę.

Są w PwC osoby, które w przerwie obiadowej chadzają na baseny, siłownie albo na aerobik. Poważnie. I wierzcie mi, godzinka wystarcza. Polecam!
Mikołaj
25 lipca 2008
Jak już być może mieliście okazję zauważyć, w testach sprawdzających kandydatów do pracy w PwC jest dużo miejsca na język angielski. Jest tak dlatego, że bardzo dużo dokumentów przygotowujemy w tym języku, komunikujemy się z naszymi biurami w innych krajach, ale także z innego bardzo fajnego powodu – secondmentów! Są to programy zagraniczne funkcjonujące w ramach całej światowej sieci PwC. Mając już kilkuletnie doświadczenie można pojechać teoretycznie do każdego zakątka świata, a praktycznie tam, gdzie aktualnie potrzebują wsparcia. Nie dalej jak miesiąc temu pożegnaliśmy Łukasza, który odleciał do Doliny Krzemowej (a mógł wybrać także Australię…), wcześniej wysłaliśmy dwie osoby do jednego z największych biur PwC na świecie - oddziału w Londynie, w którym pracuje aż kilka tysięcy osób (!!!), a już w przyszłym tygodniu dwie następne osoby wyjeżdżają do Rosji i do Rumunii. Koleżanka, która wybrała się na secondment do Afryki, regularnie przysyłała nam opisy swoich zleceń i zmagań z lokalnym kolorytem: brak taksówek w miasteczkach koło pustyni oznaczał dojeżdżanie do klientów… chicken busem. Jeżeli ktoś zamiast pustyni woli bryzę morza, to zaraz sprawdzę, co proponuje obecnie nasza baza danych Global Opportunities: mogą być Bermudy albo Barbados?
Krysia
PS. Wyobrażacie sobie, jak wygląda inwentaryzacja w kopalni diamentów na Syberii? My wiemy, bo szczęśliwcy, którzy ją przeprowadzają, zdają szczegółową relację pozostałym zazdrośnikom!
24 lipca 2008
Nadszedł okres wakacji !
Ludzie wyjeżdżają w różne ciekawe, często egzotyczne, miejsca: Peru, Kenia, Francja, Chałupy, Puszcza Białowieska… jest tyle pięknych miejsc !
Ja nie jestem wyjątkiem i również wybrałam się w EGZOTYCZNĄ podróż. Na dwa miesiące przyjechałam do Warszawy.
Co sprawiło, że wybrałam właśnie Warszawę?
Na pewno nie pokusa oddychania świeżym powietrzem (bo takie jak w Warszawie mamy na Śląsku); piękne widoki to też nie były (chyba, że ktoś lubi podziwiać wieżowce), metro mnie również nie przekonało, mimo, że jest to nie lada atrakcja turystyczna – jedyna taka w Polsce.
Co więc sprawiło, że wygrała właśnie Warszawa? Delegacja służbowa, a właściwie powinnam powiedzieć po naszemu - „Secondment”. ( według słownika: „Tymczasowe oddelegowanie”).
Tak więc jestem sobie tutaj w Warszawie na tymczasowym oddelegowaniu…i tak aż do połowy września. I powiem szczerze, że nawet podoba mi się taki scenariusz. Nowi ludzie, lepszy ekspres do kawy, mnóstwo klubów fitness’owych do wyboru i znacznie więcej sklepów.
A dla tych którzy zaczęli myśleć, że coś ze mną nie tak – informacja najważniejsza- moja prawdziwa wakacyjna eskapada odbędzie się w październiku !!!!!!!
Szwedka
23 lipca 2008
Wybory, referenda, głosowania to bardzo popularny, w miarę demokratyczny, sposób na podejmowanie decyzji. W naszym wrocławskim biurze to również gorący temat rozmów w ostatnim czasie. Przyczyną tego stanu rzeczy jest wygrana naszego zespołu w konkursie marketingowym wewnątrz PwC, która choć stanowi skromną kwotę wzbudziła „ostre” dyskusje;)
Ale spokojnie, bez złośliwych skojarzeń, nikt na szczęście się nie kłóci, jaką część powinien otrzymać na własny użytek.
Dyskusje rozgorzały odnośnie samej formy przeprowadzenia głosowania (wersje papierowe, elektroniczne), jego jawności bądź niejawności (bywało różnie; -), miejsca składania zmaterializowanych głosów (np. skrzynka na listy), ciszy wyborczej (kar za jej naruszenie na szczęście nie było), sposobu liczenia głosów i osób za to odpowiedzialnych…i tak debatowaliśmy, dyskutowaliśmy, rozważaliśmy różne propozycje i możliwości, bo pomysłów również na wykorzystanie wygranej było mnóstwo. A frekwencja w naszych wyborach, w jego licznych etapach, sięgnęła 100% i z tego możemy być dumni;-)
Mogłoby się wydawać, że nasze debaty nie mają końca, ale nie – otóż po prawie 2 miesiącach udało nam się ostatecznie podjąć decyzję!!! Cóż, niech naszą opieszałość wytłumaczy chęć jak najlepszego wykorzystania naszej wygranej. Sądzę, że chyba nam się to udało.
Ola B.
7 lipca 2008
Jak już napisał Jacek w poście “Krakowianie najechali chemików!” obrodziło w moim zespole w nowych pracowników, a dziwnym trafem wszyscy pochodzą z Krakowa. Jest to czysty przypadek, ale pewniej “nowym” jest dzięki temu raźniej. Nie zmienia to faktu, że patrząc na pochodzenie i miejsce studiowania “chemików” mamy naprawdę szeroką reprezentację: Warszawa, Poznań, Łódź, Inowrocław, Kielce, Gdynia, Kraków, a do niedawna był i Wrocław. Innymi słowy:

Mikołaj
7 lipca 2008
To ja jestem tą koleżanką od e-maila do Jacka i różnicy zdań (patrz - post Jacka zatytułowany “Polemika”).
Zasadniczo to nie chodzi tu nawet o odmienność moich poglądów. Po prostu po przeczytaniu posta “work-life balance” stwierdziłam, że wypowiedź o takiej treści, w dodatku w imieniu wszystkich pracowników PwC, to trochę jakby strzelanie sobie w stopę w kwestii rekrutacji Gdybym ja była studentką/studentem czytającym tego bloga, po przeczytaniu posta “work-life balance” raczej nie przyszłabym pracować do PwC.
A więc, jako że zależy mi na tym, żeby nowi pracownicy byli fajnymi kolegami/koleżankami (takimi, co to zwyczajnie czasem im się nie chce, a oprócz pracy mają jeszcze tzw. Życie), odpowiadam, co następuje.
Jacek napisał: “Praca nierzadko wymaga poświęcenia, ale na tym właśnie polega korporacyjny work-life balance”.
Jacku, może dla Ciebie to tak wygląda. Jednak dla mnie (i wszystkich znajomych z pracy, z którymi rozmawiałam) trick polega na tym, żeby pracować maksymalnie efektywnie do 17:30, a potem szybko do domu/do znajomych/na imprezę/sport czy co kto woli (to właśnie wg mnie jest Życie, o którym wspominałam). Ja też uważam że PwC jest spoko (inaczej by mnie tu nie było), ale to wciąż tylko praca!
Dalej Jacek napisał: “Work-life balance, który każdy z nas dobrowolnie zaakceptował i właściwie do którego dążył… tak mi się przynajmniej wydaje”.
Tak Jacku, jeżeli o mnie chodzi, wydaje Ci się
Na końcu Jacek dodał: “Ale ja chyba jakiś dziwny jestem skoro ostatnio w piątek o 18:30 prawie wydzierałem się jak ja lubię tę robotę!”.
Owszem, jesteś trochę dziwny. Oczywiście, bez urazy Pozdrawiam!
Dorota
4 lipca 2008
Pierwszy dzień po urlopie w pracy jest jak uderzenie obuchem w głowę… Szczególnie, jeśli na urlopie przebywało się ponad miesiąc… Szczególnie, jeśli różnica w czasie wynosi 7 h… Tak więc przyszłam dziś do pracy o godzinie 1 w nocy czasu meksykańskiego i z zaskoczeniem stwierdziłam, że temperatura powietrza na zewnątrz nie przekracza 35 stopni, a wilgotność powietrza jest daleka od 90%. Na śniadanie musiałam zjeść nudne płatki z mlekiem a nie słodkie naleśniki popijane sokiem z ananasa. A tak w ogóle, dlaczego z warszawskiego biura nie ma widoku na morze Karaibskie?
Nie pozostaje nic innego jak otrząsnąć się z pourlopowego szoku i wziąć do roboty. Ale jak to zrobić, jeśli ciągle ktoś się przysiada i pyta jak było, prosi o pokazanie zdjęć, zgłasza się po przywiezione souveniry (sombrera, hamaki, tequilę i inne dobra), przekazuje najnowsze ploteczki. I tym sposobem minął prawie cały dzień, a ja się ledwo wykopałam ze skrzynki pełnej maili. Jutro będzie lepiej - tak jutro musi być lepiej, bo wchodzę na przegląd za drugi kwartał do bardzo dużego klienta, który raczej nie będzie zainteresowany oglądaniem mojej opalenizny
Ania
4 lipca 2008
Welcome to wherever you are
This is your life, you made it this far
Welcome, you gotta believe
That right here right now, you’re exactly where you’re supposed to be
Welcome, to wherever you are! Dla wszystkich New Joiners, którzy dołączyli do PwC 1 lipca 2008 r. Welcome.
Jacek
4 lipca 2008
Wiem, że brzmi to trochę dziwnie i zapewne Mikołaj coś więcej na ten temat napisze, ale Krakowianie naprawdę najechali chemików!!! Co się za tym kryje? - Od 1 lipca do zespołu PwC specjalizującego się w sektorze chemicznym dołączyły aż 3 nowe osoby związane z Krakowem! Nie żeby chemicy ulegli i miało w najbliższej przyszłości dojść do przeniesienia chemików do Krakowa (i stolicy przy okazji ). Nic z tych rzeczy. Chemicy twardo Warszawką stoją! Powodzenia dla nowych członków zespołu!
Jacek (również z Krakowa)
4 lipca 2008
Pewnie wcale nierzadko zdarza się, że ktoś z naszego otoczenia prezentuje poglądy zasadniczo odmienne od naszych. Właściwie to zgodność poglądów jest raczej wyjątkiem niż zasadą. Mała refleksja, po tym jak przeczytałem maila od koleżanki, która nie (do końca) zgadza się z tym co napisałem na temat work-life balance. Czekam na odpowiedź. Jak dla mnie PwC. Sounds good!
Jacek
Dalej »
|
|