9 września 2008
Uszy daleko od barków …
Otwórz klatkę piersiową …
Schowaj kość ogonową …
Podnieś rzepki w kolanach …
Zakorzeń się w podłożu …
Bądź mocny w stopach …
…
Wzrok opuszczony swobodnie …
Oto klimaty, które towarzyszą mnie i moim (niektórym) kolegom z biura, od czasu kiedy przyjechałam na secondment do Warszawy.
No i jak tu zachować powagę, kiedy ktoś każe ci schować kość ogonową lub zakorzenić się w podłożu? Nie mówiąc o przyjęciu pozycji leżącej góry, albo mojej ulubionej pozycji psa z głową w dół.
Nie trudno domyśleć się, że tego typu klimaty można napotkać ćwicząc jogę!
Otóż to, po ciężkiej pracy, dwa razy w tygodniu, regularnie uczęszczamy na zajęcia jogi. I może to zabrzmi bardzo dziwnie, ale te początkowo mega śmieszne hasła, po jakimś czasie nabierają sensu.
Po 2 miesiącach ćwiczeń bez problemu zakorzeniam się w podłożu. W stopach też jestem mocna (szkoda, że tylko w stopach :-)) !
Pozdrawiam,
Szwedka
8 września 2008
A propos „succeeding’u” z poprzedniego wpisu (i kończącego się niestety okresu wakacyjnego). Po jakże ciężkim roku pracownicy biur katowickiego i krakowskiego mieli okazję uczestniczyć w recognition party. Jest to uroczystość organizowana na zakończenie roku finansowego, gdzie pracownicy wspólnie świętują wykonaną pracę i zbierają siły na nadchodzący rok. Recognition party odbyło się w Krakowie, gdzie uczestnicy mieli okazję brać udział w spływie po Wiśle i podziwiać krakowskie widoki, rozkoszując się piękną pogodą, doborowym towarzystwem, trunkami oraz jadłem. Podładowane akumulatory przydają się do efektywnej pracy i w kontynuowaniu mego blogu. Pozdrawiam i do kolejnego wpisu.
Bart
8 września 2008
Jednym z najgorszych przeżyć każdego pracownika jest powrót z wakacji. To traumatyczne doświadczenie zaczyna się zawsze otwarciem komputera po prawie miesięcznej przerwie i poświęceniem połowy dnia na przeczytanie tony maili. Zawsze okazuje się, że podczas naszej nieobecności wprowadzono kilka nowych systemów, że pół biura się przeprowadziło na inne piętra, że trzeba było ustalić cele na następny rok (to takie nasze korporacyjne hobby - wiemy co, gdzie i jak będziemy robić w najbliższym roku, bo nie lubimy nieprzewidywalności), pozmieniano listę projektów na których mieliśmy pracować, w ramach powakacyjnej niespodzianki także obciążono kartę korporacyjną za nocleg w Moskwie (mimo, że nigdy nie byliśmy w Moskwie), a dział finansów przeniósł się z ósmego piętra w nieznane, tak aby trudniej było cokolwiek wyjaśnić… Na dodatek dzień po powrocie z urlopu jest trzygodzinny egzamin z podatków, wszyscy chcą się natychmiast spotkać aby omówić nowe projekty i oczywiście wszyscy spotkani znajomi są bardziej opaleni od nas. Dlatego niniejszym proponuję wprowadzić dla powracających z urlopu czapki z wielką literą L, aby mogli w spokoju jakoś dobić do końca pierwszego tygodnia i otrząsnąć się z powakacyjnego szoku. Dobrze, że chociaż nie przenieśli ekspresów do kawy…
Krysia
2 września 2008
Mistrzostwa Europy w piłce nożnej już dawno za nami, Olimpiada niestety również dobiegła końca. Jak to zwykle bywa po wielkich imprezach przyszedł czas podsumowań, analiz, wyciągania wniosków. Nie mam zamiaru nikogo atakować, ani dociekać przyczyn takiego właśnie poziomu międzynarodowych występów. Zastanawia mnie tylko powód tego, że polska reprezentacja zdobyła na olimpiadzie 10 medali, reprezentacja USA ponad 100. Zastanawia mnie jak to jest, że reprezentacji Turcji (która z trudem awansowała do ME) walczy jak równy z równym z reprezentacją Niemiec w półfinale rozgrywek. W szczególności postawa Turków jest godna podziwu. Nie mam zamiaru tutaj nikogo zanudzać całością swoich przemyśleń, jednakże wniosek z nich płynący jest prosty, dobrze znany, iż poza pieniędzmi w sporcie liczy się również motywacja, postawa bojowa i walka do upadłego. Z jakim hasłem jechali nasi dzielni chłopcy na podbój Europy??? Aaa… „…bo liczy się sport i dobra zabawa”.
Nie sugeruję, iż hasło (motto) jest przyczyną porażek polskich sportowców. Jednakże wydaje mi się, iż w jakimś stopniu odzwierciedla nastawienie zawodnika do imprezy. To jakie to hasło powinno być? No zapewne „zaskakujące, finezyjne, rzutkie”, ale przede wszystkim, żeby nie było „miałkie” – a jakie wyszło???. Idąc tropem haseł na autobusie piłkarzy, postanowiłem sprawdzić, jakie hasła miały inne zespoły i nie dało się nie zauważyć hasła niemieckiej drużyny - „Niemcy - jeden zespół - jeden cel”. No i to jest to!!! Doskonale wpasowuje się to w bycie „zaskakującym, finezyjnym, rzutkim” hasłem. No i dowodzi tego, że grając przeciętnie w piłkę (nie oszukujmy się, Niemcy zagrali baaardzo słaby turniej) można osiągnąć pewien sukces.
Jaki jest wniosek tej bardzo pobieżnej analizy? Właściwa motywacja jest kluczem do sukcesu. Jasna wizja oraz umiejętność jej przekazania. Jak w tym świetle wygląda PwC’owskie „A place to succeed”? Aaaaa. to już tylko przez własne doświadczenie można stwierdzić
Bart