Przychodzi taki dzień…

27 października 2008

No właśnie, przychodzi taki dzień w życiu prawnika, że zastanawia się co dalej. Będąc na studiach nawet przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś będę chciał znaleźć się w towarzystwie, które za wymarzone raczej nigdy nie uważałem. Niemniej jednak i na mnie przyszła pora. Sam nie wiem kiedy. Kolejna spontanicznie podjęta decyzja. Najpierw – niejako standardowo – rozterka, być albo nie być, zdawać albo nie zdawać. Do tego dochodziło jeszcze spotkanie networku celno – akcyzowego w Dusseldorfie, które wypadło akurat w dacie egzaminu. Jak tu się z tego wszystkiego wymigać?

Standardowo, zostawiłem wszystko na ostatnią chwile. Godzina 14.15, pojawiam się u mojego coach’a: „Wiesz Andrew. Do 16 jest otwarty krajowy rejestr karny” Andrew zrobił oczy jak 5 złotych, patrzy na mnie i – wcale nie dziwne – pyta „I co z tego?”. No właśnie. Tyle z tego wszystkiego było, że po paru minutach już pędziłem metrem po zaświadczenie o niekaralności. A na szkolenie pojechał kolega z zespołu. Do tego naprędce wypełniony formularz rejestracyjny na stronie Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie, równie szybka akcja z odświeżaniem życiorysu, podaniem o egzamin i paroma innymi drobiazgami. Potem jeszcze 560 PLN zasiliło konto Skarbu Państwa i wszystko było załatwione. Wysyłka dokumentów na poczcie ok. 20.00. W ciągu zaledwie kilku godzin załatwiłem to, do czego zbierałem się przez ostatnich sam nie wiem ile dni albo i miesięcy. Złożyłem podanie o egzamin na aplikacje radcowską.

Co z tego wszystkiego? Jak ujęła to moja koleżanka uroczym wpisem na naszej-klasie: „Gratuluje kujonie polski. Elitarne grono 10% się kłania”. Udało się :).

Jacek

Induction - czyli o indukcji wg PwC

24 października 2008

Ostatni tydzień września to w PwC od wieków tradycyjny czas wyjazdu integracyjno-naukowego dla nowoprzyjętych “pierwszaków”. Tydzień ten spędzamy w odległych i niedostępnych zakątkach naszego pięknego kraju, a celem wyjazdu jest podsumowanie wszystkich szkoleń, jakimi bombardowani byli nowi asystenci od początku września. Robimy wtedy również trzydniową symulację prawdziwego audytu.
Tym razem pojechaliśmy do fajnego, klimatycznego hotelu w Białowieży – wystarczy powiedzieć, że w recepcji wita tam gości wielka, włochata i wypchana głowa żubra ;-)
Z perspektywy organizatorów wyjazd ten był dla nas największym jak dotąd wyzwaniem, ponieważ brało w nim udział prawie 90 uczestników. Po dodaniu do tego wszystkich trenerów i szkoleniowców okazało się, że jest nas ponad setka, a to już grupa, nad którą zapanować jest strasznie trudno. Ostatecznie udało nam się podołać wyzwaniu, mimo że pogoda nie dopisała (lało prawie cały czas) i popołudniowe zajęcia integracyjne w lesie odbywały się w warunkach mało sprzyjających - żeby nie powiedzieć lekko uciążliwych (błocko). Spowodowało to, że moim numerem jeden, jeśli chodzi o przygotowane wieczorne atrakcje, było zdecydowanie degustowanie win, poprzedzone dwugodzinnym wykładem dotyczącym historii tego trunku oraz wachlarza smaków i zapachów, jakie można wyczuć, jak się człowiek naprawdę postara. Z innych atrakcji warto wspomnieć o karaoke, na którym (niestety aż dwukrotnie) wystąpiłam, ale z perspektywy czasu (a raczej dnia następnego) wolałabym na to zdarzenie spuścić zasłonę milczenia ;-)
Moim zadaniem w ciągu tego tygodnia było przede wszystkim wcielanie się w role różnych klientów i przeprowadzanie spotkań z odwiedzającymi mnie grupami początkujących audytorów. Przed wyjazdem wydawało mi się, że będzie to zadanie łatwe, miłe i przyjemne, ale szybko zmieniłam zdanie, kiedy jednego dnia dla siedmiu różnych grup miałam zagrać trzy różne postacie: raz kobietę, raz mężczyznę, raz osobę miłą i pomocną, raz oschłą i rzeczową, a raz nieprzyjemną i trudną we współpracy. Nie mam specjalnego zaplecza aktorskiego, więc ledwo udało mi się uniknąć kompromitacji albo schizofrenii ;-)  Jedynym pocieszeniem mogło być dla mnie to, że zdenerwowanie osób siedzących naprzeciwko mnie było jeszcze większe i moje aktorskie niedociągnięcia pozostały niezauważone. Tydzień zakończyliśmy wizytą w rezerwacie żubrów, a wieczorem - rewelacyjnymi występami kabaretowymi uczestników, którzy w przeciwieństwie do mnie problemów z aktorstwem nie mieli ;-)
Pozostaje mi tylko życzyć wszystkim uczestnikom powodzenia w pracy i oby dobry, białowieski nastrój Was nie opuścił!

Ania

Odrobiłaś zadanie domowe?

13 października 2008

I znowu się zaczyna!

Znając życie, magiczne pytanie zawarte w tytule będzie pojawiać się w każdy piątkowy poranek w katowickim biurze firmy.

Dlaczego mowa o zadaniu domowym skoro wszyscy pracownicy skończyli już dawno szkołę (często niejedną)?

Przyczyna jest prosta - z nowym rokiem szkolnym nadchodzą nowe obowiązki - cotygodniowe odrabianie zadanie domowego.

Wszystko za sprawą naszych spotkań z lektorką języka angielskiego, sympatyczną Panią Anią.

Ktoś mógłby zapytać „Zaraz, to wy nie posługujecie się biegle językiem angielskim???”

Otóż tak! Znamy język angielski – ale okazji do ćwiczeń nigdy za wiele.

W końcu Practice Makes Master! …. tylko te homework’i    :-(

***

Na koniec drobna refleksja … jak to bywa z zadaniem domowym – nikt nigdy nie ma czasu, żeby odrobić je w domu.

Poza tym, jeśli ktoś nie odrobił zadania, to zazwyczaj nie jest to konsultant, ale osoba wyższa rangą :-)

Szwedka

Pierwszy października

13 października 2008

No i nadszedł październik. Pierwszy października w audycie to coś na kształt pierwszego września w czasach podstawówki… Trzeba się na poważnie przestawić z trybu wakacyjno- szkoleniowego na tryb pracusia. W sumie dużo się nie zmieniło od czasów podstawówki, nadal są sprawdziany (raporty, spotkania i inne wydarzenia do których trzeba się dobrze przygotować), nauczyciele (partnerzy i inni „starsi” nadzorujący projekt), kumple z naszej klasy czyli nasz „grade” i „pierwszaki” (80 nowych osób! Dobrze że dołożyli nam też dużo nowych biurek na open space, bo inaczej każdy poniedziałkowy poranek byłby czarnym dla wielu z nas – pamiętacie pewnie z poprzednich postów, że mamy „hot desks” ). No i niestety w październiku są jeszcze zajęcia pozalekcyjne czyli egzaminy KIBRowe oraz IFRSy. Zostały jeszcze trzy tej jesieni i jeden już za 3 dni. Trzymajcie za nas kciuki, bo na poprawkę nie będzie czasu (musimy kiedyś pojechać na narty) więc trzeba zdać za pierwszym razem. Trochę tego dużo, ale za to nasz open space jest jak taka wielka szkolna stołówka - jest tu zawsze wesoło :-). Kiedy rozpoczynają się projekty jest dużo pracy, ale można się nieźle pośmiać, poszukać pomocy u wszystkich, którzy są w zasięgu wzroku, iść razem na lunch, poplotkować na herbatkach i bardzo dużo się nauczyć. Na open space nasze “connected thinking” naprawdę działa. A tutaj próbka tego jak u nas bywa wesoło, co prawda z zagranicznego PwC, ale następnym razem będzie nasz warszawski kabaret http://pl.youtube.com/watch?v=56pAdTGHoqc

Krysia