Wiosenne wycieczki

23 marca 2009

Zbliża się końcówka sezonu audytorskiego czyli trzech miesięcy wytężonej pracy, ale bardziej teoretycznie niż praktycznie bo jak to zwykle bywa wszystko zależy od punktu siedzenia, czyli w tym wypadku od portfela klientów. Będąc ostatnio na targach pracy bardzo często słyszeliśmy pytania o wyjazdy i godziny pracy. Prawdę mówiąc co roku mój sezon wyglądał inaczej i pewnie jest to twierdzenie prawdziwe dla każdego audytora, dlatego trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. W tym roku dla mnie sezon skończy się dopiero w maju, ale dzięki temu czerwiec i sierpień mam wolne i będzie można tradycyjnie wyruszyć na miesięczne wakacje na drugą półkulę. Od kwietnia nie pracujemy już raczej po godzinach i można po standardowych ośmiu godzinach uciekać do domu bez poczucia winy i zawalenia terminów. Tak więc ja do czerwca będę się służbowo wyprawiać w podróże dalsze i bliższe, ale zakończę w samym centrum Warszawy, w moim ulubionym wieżowcu z pięknymi widokami na Warszawę. Wcześniej tradycyjnie pobyt w Moskwie oraz w pewnym małym mieście w środkowej Polsce w którym znajduje się bardzo duża fabryka. Mimo, że praca zmusza nas do podróżowania od czasu do czasu, czy to w obrębie Warszawy albo Łodzi (tak jest w przypadku biura warszawskiego) czy trochę dalej, to jedną z fajniejszych rzeczy w byciu audytorem i jest możliwość zwiedzania fabryk. No dobra, może dla wielu z Was nie brzmi to pasjonująco, ale ja pamiętam jak wiele razy będąc na studiach przejeżdżałam pociągiem w drodze do Warszawy, myśląc co to za wielka fabryka stoi przy stacji. A kilka lat później jestem w środku widząc co się tam dzieje. Nawet jeżeli audytowe podróże są czasami częste i męczące, to i tak uwierzcie mi że, lepiej pojechać i zobaczyć fabrykę niż ślęczeć przy biurku bez okna 9 godzin dziennie :-)

Jednak na razie najgorętszym tematem u nas w biurze nie są wyjazdy ani fabryki, tylko drastyczna zmiana w naszych paśnikach – od tej pory przechodzimy na owoce sezonowe i koniec z bananami. :-( Jako, że mój zespół przebywa w wyżej wspomnianej fabryce i znajduje się z dala od tych wydarzeń, bardziej nas interesuje kwestia dzisiejszej kolacji i zajęć wieczornych niż przyszłych owoców, ale i tak będziemy informować jeżeli nastąpi przełom.

Krysia

Gryzipiórki i magistry …

20 marca 2009

Praca w PricewaterhouseCoopers daje nieograniczone możliwości zdobywania wiedzy – myślę, że co do tego nikt nie ma wątpliwości.

Jak określiłabym swój zawód ? Może górnik skoro pracuję w kopalni wiedzy *?

 *(słowo kopalnia nie ma nic wspólnego z faktem, że pracuje w biurze na Śląsku :-) ) 

Mimo pełnej świadomości zdobywania wiedzy z każdym dniem roboczym :-) , pewne doświadczenia wciąż mnie zaskakują.

Najlepszym przykładem jest wizyta w zakładzie produkcyjnym papierosów. Kto by pomyślał …bibułka, filtr, w środku tytoń …prosta sprawa…

Tymczasem, proces produkcyjny nie jest tak prosty jak się wydaje …

W głowie się nie mieści, przez co ten tytoń musi przejść zanim trafi do papierosa …

Produkcja jest bardzo interesująca i zaskakująca, jednakże nas zaskoczyło i ubawiło coś innego. W punkcie skupu surowca usłyszeliśmy od plantatorów: „o, gryzipiórki przyszły”, „patrz, magistry idą”.

Bardzo ciekawe określenie naszego zawodu, nieprawdaż ?

Szwedka

Projekt - dzień kolejny

3 marca 2009

Przed dziewiątą przyjechaliśmy do klienta, popełniając przy tym pierwszy sukces komunikacyjny, parkując na miejscu parkingowym Pana Prezesa. Zdałyśmy sobie sprawę z tego faktu, kiedy zobaczyłyśmy biegnącą w naszą stronę panią sekretarkę, która to kazała nam się z owego miejsca oddalić. I zaparkować pod lasem…

W godzinach lunchowych nasze dwie koleżanki pojechały do innej spółki, mającej siedzibę na terenie tego samego zakładu, no ale jest to jednak kawałek do przejścia. I tu nastąpiły pewne komplikacje. Okazało się że dziewczyny nie mają przepustki, więc strażnik skierował je do biura przepustek. Tam natknęły się na ciekawą sytuację: pewien pan miał przepustkę “na siebie”, lecz nie posiadał przepustki na samochód, w związku z czym nie pozwolono mu wjechać na teren spółki. Przy czym pan ów kupił od spółki towar i jechał go właśnie odebrać… Ostatecznie nie wiemy jak zakończyła się jego historia. W każdym razie nasze dziewczęta powróciły z przepustką do strażnika. Ten zapytał je czy mają przy sobie broń, alkohol lub aparat fotograficzny. Gdy zaprzeczyły, przeszukał samochód i w końcu pozwolił im ruszyć, tak więc wyprawa zakończyła się szczęśliwie.

Z dobrych wieści - być może zorganizują nam wycieczkę po zakładzie. Inną fajną rzeczą jest to, że kierownik wycieczki (czyli nasz Senior Manager) zarządził, że obiady w stołówce wydawane nam są za free. Oczywiście po podaniu tajnego, trzyliterowego hasła.

I na koniec jeszcze ciekawostka dla miłośników (a może raczej miłośniczek?) koszykówki. Dziś na stołówce siedzieliśmy obok dwóch amerykańskich zawodników miejscowej drużyny…:)

Dorota