Bardzo dziwi mnie fakt, że mimo tych wszystkich komentarzy i burzliwych dyskusji nt. w jakim kierunku zmierza PwC, nikt nie zechciał jeszcze podzielić się swoimi odczuciami dotyczącymi warzyw, które ostatnio pojawiły się w paśnikach.
Ponieważ jako ‘new hire’, nie mogę sobie uzurpować prawa do wypowiedzenia krytycznych uwag na ten temat, apeluję do weteranów bloga PwC o wypowiedzenie się, jako ‘vox populi’, w kwestii jarzyn.
Marchewki i kalarepę niniejszym pozostawiam w spokoju. W zamian za to, słów kilka o poczcie wewnętrznej.
Górę złota temu, kto wymyślił pocztę wewnętrzną. Usprawnia i ułatwia korporacyjne życie. Nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Jednak pewne zadania są dla niej po prostu niewykonalne…
Zacznijmy jednak od początku…
Mam koleżankę. Nazywa się Asia Kowalska. Przebywała w Hiszpanii na wymianie. Kilka tygodni temu postanowiliśmy bilateralnie wysłać do siebie kartki pocztowe. Ona z Murcii, ja z Warszawy. Kartka z Hiszpanii wisi nad moim biurkiem – doszła szczęśliwie. Kartka ze stolicy została misternie przeze mnie opatrzona hiszpańskim adresem, znaczkiem oraz kwiecistą wypowiedzią.
W poniedziałek zabrałem ją do biura, gdyż chciałem wrzucić ją do skrzynki („a skrzynka była czerwona…”) po drodze na obiad. Plan przygotowany został równie misternie, co sama kartka. Jednak za światłą namową mojej bardziej doświadczonej koleżanki z zespołu, zamiast iść ponadprogramowo na pocztę przy placu Konstytucji, postanowiłem skorzystać z przegródki ‘Mail out’ naszej poczty wewnętrznej, co też uczyniłem. „Out of sight, out of mind”, jak to mawiają starzy górale. Nie mogło się zdarzyć nic niespodziewanego, wszak kartka sporządzona przeze mnie była pod opieką POCZTY WEWNĘTRZNEJ!
Wtorek. Godzina 10.56. You’ve got mail. Open inbox. Wiadomość od: Joanna Kowalska. Początkowo nic nie wzbudziło moich podejrzeń. Wiedziałem przecież, że w jednym z lokalnych biur pracuje koleżanka, podobnie jak ta hiszpańska, Joanną Kowalską zwana. Ale to przecież niemożliwe, żeby…
„Moi drodzy,
Pocztą wewnętrzną dotarła do mnie kartka, na której widnieje nazwisko “Joanna Kowalska”
z podpisem “Łukasz X.” i choć chciałabym dostawać kartki z wakacji, to jednak skojarzyło mi się, że może jak zwykle z coraz mniej zrozumiałych dla mnie przyczyn dotarła do mnie kartka dla Asi Kowalkowskiej
Czy coś wiecie może na ten temat?
Jeśli nie, proszę wybaczyć zamieszanie
Aśka”
…a jednak.
Przetarłem oczy ze zdziwienia. Nie wierzyłem. Poczta zidentyfikowała imię i nazwisko. Adresu niestety już niekoniecznie.
Odkręciliśmy z Asią całą sytuację. Kartka posłana została w świat po nieplanowanym przystanku gdzieś w Krakowie J.
Kilka tygodni później Asia K. wróciła do Polski. Pocztówka z Warszawy nie dotarła pod hiszpański adres… Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…
Morał z tego taki: celem kartki pocztowej wysłania, najlepiej osobiście udać się na pocztę… zewnętrzną J.
Łukasz
P.S.
Dane osób, które przewinęły się w powyższej notce, zostały zmienione. Jakakolwiek zbieżność postaci jest przypadkowa.