To już XV lat – Gala Finałowa Konkursu „Grasz o staż”

11 czerwca 2010

9 czerwca słońce grzało mocniej niż dotychczas, mieszkańcy stolicy zmęczeni zimą wreszcie mogli zaprezentować się w letnich strojach. Wszyscy oczekują na metro w stronę centrum. Wśród zniecierpliwionego tłumu stałam i ja, mocno podekscytowana wydarzeniami jakie przyniesie słoneczna środa.

O godzinie 12:00 w Hotelu Marriott rozpoczęła się Gala Finałowa „Grasz o staż” z udziałem najważniejszych osobistości. Zaproszeni dziennikarze, fundatorzy praktyk i nagród dodatkowych, przedstawiciele PricewaterhouseCoopers, Gazety Wyborczej i oczywiście Laureaci zasiedli w pierwszych rzędach Sali Balowej.

Przygotowania do XV edycji Konkursu trwały od początku września ubiegłego roku. Spośród 2474 nadesłanych prac przez 1955 uczestników nagrodzone i wyróżnione zostało 200! Koordynator projektu Anna Budzich wraz z Zespołem „Grasz o staż” poprowadziła pierwszą część uroczystej Gali, podczas której wręczono dyplomy wszystkim Laureatom Konkursu.

Drugą oficjalną część Gali wyśmienicie poprowadził Artur Orzech, znany dziennikarz muzyczny, prezenter radiowy i telewizyjny. Krótkie ale treściwe wykłady o korzyściach jakie niosą praktyki opowiedzieli przed gośćmi Piotr Stasiński, zastępca redaktora naczelnego Gazety Wyborczej oraz Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny firmy PricewaterhouseCoopers. Zgodnie z przesłaniem Witolda Orłowskiego chcę Wam przekazać powody, dla których warto uczestniczyć w praktykach. Przede wszystkim należy wiedzieć, że każda praktyka czegoś UCZY, dodatkowo każdy uczestnik praktyki WYNIESIE coś dla siebie, na koniec również ważny jak nie najważniejszy jest WYSOKI POZIOM oferowanych praktyk w prestiżowych firmach.

Gwiazdą spotkania została Laureatka Konkursu, która rozwiązała maksymalną liczbę zadań, a w dodatku z każdego nadesłanego uzyskała 29 punktów na 30 możliwych. Gratulację za chęci, poświęcony czas i błyskotliwość należą się Natalii Kruczy, której wręczono nagrodę rzeczową w postaci laptopa.

Podczas Gali Finałowej wyróżnieni zostali również Ambasadorzy PwC. Za dynamizm w działaniu, entuzjazm, wytrwałość i systematyczność wręczyliśmy zaproszenie Łukaszowi Jańcowi do udziału w praktyce wakacyjnej w Zespole Rekrutacji. Dodatkowo wymieniliśmy czterech ambasadorów firmy za wysoki poziom zaangażowania przez cały rok i profesjonalizm wykonywanej pracy.

Z okazji XV urodzin Konkursu zagrał zespół „Ladies Trio” a w trakcie lunchu przywieziono olbrzymi, wiśniowy tort z logiem „Grasz o staż”. Na sam widok ciasta nie tylko cieszyły się oczy ale również podniebienie!

Kasia

Znów Kuala, tym razem Lumpur

10 czerwca 2010

2 dni spędziliśmy u innego Kuali niż w Australii - Kuali Lumpura. Jest to kolejne na naszej trasie - po Singapurze - wielkie miasto. Około 7 milionów ludzi. I mnóstwo wieżowców i drapichmurów. Tym razem, dla odmiany, postanowilismy zamieszkać nie z Indianami ale z Chińczykami - tj. w kolejnym Chinatown. I teraz nas zamęczają drugi dzień tym samym utworem granym bez przerwy przez jakiś stragan nalezący do pobliskiego targu. Ale nic to - targ/bazar jest ogromny, tłoczny, gęsty i bogaty. Bogaty w rzeczy firm D&G, Gucci, Armani, Levi’s, LV, Adidas itd itp. Wszystkie wyglądają identycznie jak oryginały. Więc czasem coś sobie skubniem, a co!

Poza naszą nową domową dzielnicą rozciągają się obszary kolonialne, potem parkowe a na końcu wysokościowe. Wszystkie budynki nawiązują kształtem, elementami bądź wzorami do islamu, który jest tu od setek lat (zanim przyjechaliśmy podbić to były tu liczne sułtanaty) jako główna religia.

Szczególnie tym postem chcielibyśmy pozdrowić kolegę pracowego Damiana z rodziną. Damian bywał (raz jeden, ale był) w KUALA LUMPUR na szkoleniach firmowych. I teraz nikt mu nie zapomni :) Mi to moze jakoś jeszcze to wybaczą…

Jutro jedziemy w dżunglę i dzikość na 2 - 3 dni. Efektem czego, nie będzie nic nowego.

Marcin

Mazurska niespodzianka z PricewaterhouseCoopers!

19 maja 2010

Także i zespół Corporate Services (a w tym Human Capital) miał swój Away Day! Wszystkie przygotowania do wyjazdu odbywały się w wielkiej tajemnicy. W każdy poniedziałek mamy spotkanie zespołowe, gdzie omawiamy najważniejsze wydarzenia z minionego tygodnia. Pożądanym tematem od dwóch tygodni był oczywiście wyjazd integracyjny. Dowiedzieliśmy się, że każdy zespół podczas integracji musi się czymś wyróżniać -mowa o przebraniu, charakteryzacji itp. Zrobiliśmy szybką burzę mózgów i wyłoniliśmy kilkanaście pomysłów a następnie dzięki metodzie plusów i minusów doszliśmy do konkluzji: zabieramy kapelusze i krawaty! ;)
W czwartek pracowaliśmy do 12:30, potem już tylko walizka pod pachę i biegiem do autokaru, który wyjeżdżał punktualnie o 13:00 spod budynku PwC. Całe HC dostało prezenciory na podróż – jedzenie w eko-torbach, czarne cylindry – panowie i srebrne - panie! Wyobrażacie sobie, jaka radość ogarnęła nasz HC bus?! :))))

Podczas podróży dowiedzieliśmy o podstawowych informacjach, niezbędnych do przeżycia na obcym lądzie i tak zaczęła się nasza przygoda w pogoni za mazurskim słońcem…

Hotel okazał się prawdziwą przystanią relaksu, możecie sprawdzić gdzie spędziliśmy pierwszy dzień naszej przygody w galerii hotelu pod adresem http://www.kanuclub.pl/. Pierwszego wieczoru, zadaniem każdego zespołu PwC było nakręcenie LipDuba do piosenki: „I Gotta Feeling” zespołu Black Eyed Peas! Cały tekst został podzielony tak, aby każdy zespół śpiewał swoją część, nam przypadły 3 pierwsze zwrotki:

I gotta feeling…
That tonight’s gonna be a good night
That tonight’s gonna be a good night
That tonight’s gonna be a good, good night

A feeling… Woohoo
That tonight’s gonna be be a good night
That tonight’s gonna be a good, good night

Tonight’s the night
Let’s live it up
I got my money
Let’s spend it up
Go out and smash it
Like Oh My God
Jump off that sofa
Let’s get, get off
(…)

Przyznaję, że pierwszy raz uczestniczyłam w tworzeniu wideoklipu. Podczas kręcenia filmu użyliśmy naszych rekwizytów i talentu aktorskiego ;). Przy czwartej próbie większość miała dość, ale nie poddaliśmy się! Całą piosenkę zgraliśmy z innymi uczestnikami i powstała ciekawa historia „I Gotta Feeling” z wykorzystaniem hotelowych wnętrz, cylindrów i krawatów;)
Po wspólnych wygłupach przed kamerą spoczęliśmy na łonie natury ze smaczną porcją grillowanych potraw, którą można było zajadać się do woli. Mnie urzekły faszerowane pomidory ze szpinakiem i serem żółtym!! Wieczór upłynął w towarzystwie kolegów i koleżanek z pracy przy głośnej muzyce i wyborowych drinkach. Wreszcie każdy z nas mógł porozmawiać o innych tematach niż praca, poczuliśmy swobodę ducha i wszyscy uczestnicy Away Day byli sobie równi, na tych samych stanowiskach;)

Kolejny dzień i kolejne niespodzianki zawitały już z samego rana, kiedy to w kranie zabrakło wody :D, wszystko przez to, że korzystałam z łazienki jako pierwsza;) Magda i Zuzia zostały chwilowo pozbawione do niej dostępu. Przecież gdybym wiedziała, że dysponujemy boilerem, to na pewno zużywałabym wodę z umiarem! ;]. Po śniadaniu każdy został przydzielony do swojej grupy oznaczonej kolorem, ja trafiłam do BIAŁYCH. Wszystkie zasady gry objaśniono nam w miejscowości Piaski, gdzie spędziliśmy ostatni dzień naszej integracji. Poszukiwanie skarbów na lądzie i jeziorach mazurskich to dla PwC bułka z masłem ;). Zmierzyliśmy się z własnymi emocjami, pomysłami a przede wszystkim dbaliśmy o siebie nawzajem jakbyśmy znali się od wielu lat! Każda grupa dostała mapę, na której zostały oznaczone miejsca zadań do wykonania na określony czas. Za wykonane zadanie można było dostać maksymalnie 300 PLN, a za uzbieraną kwotę należało wykupić od Pirata fotografię obrazującą miejsce skarbu. Połowa naszej grupy zdobywała wskazówki pływając na żaglach. Ja z resztą grupy opanowaliśmy wyspę! Najlepiej wspominam zadanie z dziurawą beczką i szybką jazdę motorówką po jeziorze Bełdany w Puszczy Piskiej! W pierwszym zadaniu dostaliśmy dwa wiadra, dziurawą beczkę - taką w której kisi się kapustę, szeroką taśmę izolacyjną i nożyczki. Musieliśmy nalać tyle wody aż się przeleje. Umysł podpowiadał nam, że musimy zakleić otwory, no to starannie zakleiliśmy co trzeba i nalewamy wodę … cieśnienie wyparło naszą pracę! W desperacji wciskałyśmy palce w otworki, żeby woda nie uciekała! Uratował nas Michał, który wskoczył do beczki a wtedy woda bez problemu znalazła ujście ;))!
Motorówka - ekstremalna chwila sam na sam z wodą, wiatrem i falami;) polecam wszystkim, którzy lubią niedozwolone prędkości.
Wszystkie grupy mogły poczuć zwycięstwo, bo każda odnalazła ukryty skarb.

Chcemy więcej takich przygód!

Kasia

Integracyjno–wyjazdowe dni audytowe (CIPS Away Day)

18 maja 2010

Miło pisać pierwszego posta na blogu PwC na temat tak przyjemny, jak wyjazd integracyjny naszego pionu w audycie - CIPS. W tym roku po trudach sezonu audytowego, nasi przełożeni doszli do wniosku, że warto zgodnie z tradycją audytową pożegnać ten sezon wspólnym wyjazdem na Mazury. Pomysł szybko spotkał się z ogromną aprobatą i tak “zabukowano” hotel, przygotowano masę atrakcji takich jak spływ kajakowy, regaty żeglarskie, biegi przełajowe, turniej szermierki czy rejsy motorówką. Osobiście nigdy bym się nie zdecydował po wieczornej integracji na biegi przełajowe, a tym bardziej na rejs rzucającą na boki motorówką, ale wiem, że paru śmiałków się znalazło :). 

Wielu czytających ten post studentów pewnie się ironicznie uśmiecha na myśl o takim niby służbowym – niby nie służbowym wyjeździe. Kto by tam chciał swoje wolne dni spędzać z ludźmi których widzi się na co dzień i ma się związane z nimi tylko jedne asocjacje myślowe >> projekty, projekty, projekty, czytaj deadline’y, czytaj długie godziny w pracy… czytaj dużo stresu.  W pełni rozumiem ten pogląd. Jednakże praca w audycie w PwC trochę różni się od „typowej” pracy. Nie nawiąże tutaj do jej charakteru specyfiki. Wokół mnie są dziesiątki młodych, wykształconych i niezwykle inteligentnych ludzi, którzy dopiero co ukończyli studia bądź są w trakcie pisania pracy magisterskiej (niektórzy chyba piszą doktorat z pisania pracy magisterskiej :)). Wszyscy tutaj na moim poziomie (Associate) dopiero zaczynamy swoją karierę, nasi przełożeni są niewiele starsi od nas. Poznać ich od strony prywatnej, bez krawatów, garsonek, kija w szyi, nadmiernego stresu, relacji służbowych czy presji terminów jest naprawdę warte poświęcenia tych paru wolnych godzin i dni. Szczególnie, że można się od każdej nowo poznanej osoby wiele nauczyć, zarówno o tym jak pracować w dużej korporacji oraz o tym „jak robić by się nie narobić” :). 

Podsumowując, ktokolwiek gdziekolwiek pracujący – jedźcie na wyjazdy służbowe, bo warto. Ktokolwiek gdziekolwiek nie pracujący – jedźcie na spotkania rekrutacyjne do firmy PwC bo warto się tutaj dostać i spędzić na away’u parę dni w hotelu all inclusive :). 

P.S. Jak pewnie wszyscy doskonale wiecie, w trakcie praktyk/stażu można poznać wielu ciekawych ludzi. Miałem raz przyjemność współpracować z niejakim Zbyszkiem, który codzienne wysyłał do współpracowników kilka dowcipów znalezionych w sieci. Zrobił tym tak duża furorę w firmie, że po miesiącu jego dowcipy krążyły elektronicznie po serwerach całej wielkiej czwórki. By mu podziękować za te codzienne poranne uśmiechy, postaram się załączać pod każdym moim postem odnaleziony w sieci, powiązany z tematyką dowcip. Miłej lektury.

PERPETUMMOBILE a WYJAZD SŁUŻBOWY: Dyrektor do swojej asystentki: Pani Jolu w sobotę musimy jechać w teren. Pani Jola odpowiada: Dobrze, panie dyrektorze. Pani Jola dzwoni do męża: Kochanie, w sobotę mnie nie będzie, mam służbowy wyjazd; na to mąż: No trudno, bardzo mi przykro, będę musiał sam sobie radzić. Mąż dzwoni do kochanki: Skarbeczku, sobotę spędzimy razem, bo żona jedzie w delegację. Kochanka dzwoni do swojego ucznia: Marku, korepetycje w sobotę odwołane, mam nieprzewidziane zajęcia. Marek dzwoni do dziadka: Dziadku, nie mam w sobotę lekcji, możemy jechać na ryby. Dziadek dzwoni do swojej asystentki: Pani Jolu, muszę odwołać sobotni wyjazd, mam pilniejsze zajęcia. Pani Jola dzwoni do męża: Kochanie zostaję w sobotę z tobą. Mąż odpowiada: To cudownie i dzwoni do kochanki: Skarbeczku, żona jednak zostaje w domu. Kochanka dzwoni do swojego ucznia: Marku, jednak zajęcia się odbędą, są zbyt ważne, żeby je odwoływać. Marek dzwoni do dziadka: Niestety dziadku, nici z ryb, jednak mam te korepetycje. Dyrektor dzwoni do swojej asystentki: Pani Jolu, jednak pojedziemy sobotę. Pani Jola dzwoni do męża: Kochanie, jednak jadę w delegację. Mąż dzwoni do kochanki… itd.

 Michał

Koale - som!

5 maja 2010

Koale - som! Widzieliśmy i nie sposób od nich oczu oderwać. Głównie - przez 19 z 24h dziennie zajmują się spaniem. Ale przy jednej z bocznych dróg, którymi jechaliśmy zobaczyliśmy ich tyle, że nawet niektóre nie spały. Tylko przypominały aktywnością polskich budowlańców z czasów komunalnych - jeden siedzioł, drugi z trzecim grali w karty, czwarty społ, piunty przeżuwał itd…

 

Ale właśnie - jechaliśmy. Jechalim, bo wynajęlim wehikuł (mało fotogeniczny, więc go nie będzie - zwykły biały Hyiundai Getz) i ruszyliśmy na 2 dni słynną australijską Great Ocean Road, która jest piękna bo jest piękna oraz wiedzie nad oceanem, który ma takie fale, że jakem nadmorski wilk morski, tom takich nie widział.

 

A na koniec dojeżdża się do wspaniale wyrzeźbionych klifów, z których tysiącletnia presja wody powyrywała piękne kształty, z osamotnionymi wieżami, zwanymi 12 Apostołami na czele. Poniżej uwidocznione o zachodzie słońca. Potem należy wrócić do Melbern (w naszym przypadku) i przygotować się do lotu do Cairns. Marcin

Studiujesz Prawo? Administrację? - Wygraj płatną praktykę w PwC!

28 kwietnia 2010

Wszystkich studentów III, IV, V jednolitych studiów magisterskich, studentów III roku studiów licencjackich oraz studentów I oraz II roku studiów magisterskich uzupełniających wydziałów prawa i administracji zapraszamy do udziału w nowym konkursie „Student Pro Bono” organizowanym przez Europejskie Stowarzyszenie Studentów Prawa ELSA Poland oraz Fundację PricewaterhouseCoopers „Podaruj siebie”.

Konkurs powstał z myślą zaangażowania Was drodzy studenci w działalność organizacji pozarządowych, zwrócenie Waszej uwagi na problemy prawne, z jakimi borykają się organizacje NGO, w czasie swojej codziennej pracy. Wspólnie możemy ułatwić ich działalność na rzecz społeczeństwa. Udział w konkursie pozwoli zgłębić zagadnienia związane z działalnością sektora NGO, a także stworzy możliwość zaprezentowania przez Was własnej propozycji rozwiązania wybranego problemu i wcielenia go w życie.

Jak wyglądają etapy konkursu?

Eliminacje: Studencie, musisz wyszukać przepisy prawa podatkowego, które utrudniają działanie organizacjom pozarządowym, zwiększają koszty działania takich organizacji lub uniemożliwiają działanie organizacji w określonych obszarach. Opisz ten problem ze szczególnym uwzględnieniem przedstawienia praktycznego wpływu przepisów prawa podatkowego na funkcjonowanie organizacji. Zaproponuj nam rozwiązanie problemu na podstawie przygotowanego nowego brzmienia przepisów lub interpretacji obecnie obowiązujących przepisów.

Spośród wszystkich nadesłanych prac, Jury Konkursu wyłoni 10 najlepszych. Finaliści zostaną zaproszeni do ostatniego etapu.

Finał: Każdy, kto dotrze do tego etapu będzie miał za zadanie zaprezentować swoją pracę w czasie nieprzekraczających 15 minut i odpowiedzieć na pytania Jury Konkursu. Pamiętaj, że suma twoich punktów zarówno z I jak i II etapu składa się na Twoje zwycięstwo.

Pracę należy przesłać w formacie PDF na adres e-mail probono@elsa.org.pl do dnia 30 kwietnia 2010 r.

Główną nagrodą w Konkursie jest płatna praktyka w PricewaterhouseCoopers, w trakcie której zwycięzca będzie mógł m.in. uczestniczyć w pracach zespołu ekspertów PricewaterhouseCoopers związanych z wdrażaniem nagrodzonego rozwiązania.

Zapoznaj się z regulaminem konkursu: http://www.elsa.org.pl/probono/

Powodzenia!

Kasia

Kolejna porażka internetowa

19 kwietnia 2010

Niestety ponieśliśmy kolejną porażkę internetową na kolejnym już kempingu. Znów nie da się wrzucić zdjęć :(

Jest z nami wszystko OK, wieloryb był, delfiny były, albatrosy były, dalsze piękne widoki były. Przenieśliśmy się już na Zachodnie Wybrzeże Nowej Zelandii, mniej więcej w połowie długości wyspy i pobędziemy tu teraz kilka dni oglądając skały “nalesnikoweglacjery” i fiordy. Po tej stronie góry zatrzymują chmury idące od morza tasmana i ciągle pada. Ale roślinność taka gęsta, że hej!

No trochę jesteśmy podłamani, że spędzamy długie godziny i cięzkie pieniądze (relatywnie) próbując coś tu wytworzyć i nic. I posty jak już możemy zrobić to są takie pośpieszne. No trudno. Ameryka Południowa to to nie jest.

do przeczytania

Marcin

14 kwietnia 2010

Poruszeni ogromem tragedii,
składamy rodzinom i bliskim
ofiar katastrofy lotniczej wyrazy
głębokiego współczucia
i ogromnego żalu.

PricewaterhouseCoopers

Praca z domu

9 kwietnia 2010

Okazuje się, że Amerykanie są większymi domatorami niż nam się wszystkim wydaje. Popularna jest tutaj także praca z domu.  Wydawałoby się, że w XXI wieku powinna to już być sprawą powszechna a jednak w Polsce wydaje się odczuwać pewną niechęć pracodawców do tego typu formy wypełniania obowiązków służbowych. Laptopy, telefony komórkowe oraz powszechny domowy Internet sprawiają, że wiele zawodowych obowiązków można wykonać z domu.  

A kiedy to może mieć znaczenie? Na przykład, gdy w Polsce zaczyna się zima wszyscy mimo zaśnieżonych dróg pędzą do pracy klnąc na drogowców, którzy “znów zaspali”. Należy sobie zadać pytanie, czy w przypadku nocnych opadów śniegu i przymrozków armia drogowców jest w stanie oczyścić ulice w parę godzin? Ilu musiałoby ich być, aby się to udało? Jakie nakłady by to za sobą ciągnęło i czy byłoby opłacalne? Oczywiście, że nie.  

W Stanach to wiedzą i zamiast mieć nierealne oczekiwania, i narzekać po prostu zachęcają do pracy z domu. Po co ryzykować wypadek i spędzić cztery godziny w korku skoro w większości wypadków można swoją pracą wykonać siedząc w kapciach na kanapie? Podczas takich kataklizmów pogodowych często zamykane są także szkoły. Rodzice pracujący z domu mogą więc zająć się swoimi pociechami.

Z formy pracy w domu korzysta intensywnie mój kolega Hindus. Żona pracuje w banku inwestycyjnym, co znacznie utrudnia normalne wychodzenie z pracy, a ktoś musi dziecko z przedszkola odebrać. Dwarak zwija się wiec z pracy punktualnie o 16:30, czyli godzinę przed czasem. Oczywiście swoje zadania kończy wieczorem, a jakże, z domu.  Oczywiście opcja pracy z domu pełni też funkcje motywującą. Czy nie miło byłoby każdemu z Was od czasu do czasu w letni piątek popracować z ogrodu w słońcu podjadając świeże czereśnie? Przecież w większości wypadków jeśli zadanie musi być wykonane, to będziemy na pewno wystarczajśco zmotywowani także w domu.  

Amerykański pragmatyzm pełną gębą i to w najlepszym wydaniu.

Mikołaj

EPIC cd.

31 marca 2010

Jakiś czas temu zamieszczałem link do strony PwC EPIC (Early PricewatrhouseCoopers International Challenge), na której znajdowały się krótkie historie z pracy w USA napisane przez moją skromną osobę. Właśnie pojawiła się cześć druga. Nowe teksty można poczytać tutaj. Wystarczy wejść na mój profil i przewrócić e-kartkę na trzecia stronę. Dodam, że kolejna cześć projektu, dużo bardziej nietypowa jest w przygotowaniu, ale o tym za jakiś czas.  


Mikołaj

« Wstecz | Dalej »